Promem z Sucuraju w kierunku Dubrownika

Po załadowaniu się na i niestety ale nie spotkanie morskiego psa (czyt. rekina) skierowaliśmy się w kierunku Dubrownika. Niestety ale mieliśmy na dotarcie, zobaczenie i powrót niecały jeden dzień. Będąc na Hvarze już wiedzieliśmy że chcemy tam jak najdłużej zostać a Dubrownik jako bardzo oblegane miasto, nie dostał więcej jak dnia dla siebie. Znalezienie miejsca do parkowania w zonie 1 lub 2 graniczy z cudem! Ale jak już się uda to jeszcze trudniej znaleźć sklepik lub kiosk do wymiany papieru na monety, my zrezygnowaliśmy z tracenia na to czasu i zostawiliśmy pojazd w bardzo bliskiej odległości od głównej bramy. Pierwsze co się rzuciło mi przynajmniej w oczy to tłumy dosłownie tłumy turystów i tak już po za sezonem letnim. Nie chcę nawet wiedzieć co tam się dzieje w trakcie lata. Cały (stary) Dubrownik to bardzo ciekawe i urokliwe miejsce, z jednej strony wyślizgane kamienie a z drugiej obijające się fale o mury, dziesiątki restauracji na głównej ulicy i setki tych ukrytych magicznych kafejek po bocznych uliczkach pnących się w górę i w murach. Jest też dużo kotów, które wtopiły się perfekcyjnie w środowisko i masę ulicznych sprzedawców co po wymianie paru słów z tobą mogą już swobodnie rozmawiać po Polsku. Podczas wyjazdu w 2011 roku zaczęliśmy podróż od Zadaru, poprzez Sibenik, Trogir i skończyliśmy na Splicie – dla mnie wtedy widoki i klimat w tych miejscach zrobił dużo większe wrażenie jak Dubrownik. Po 5 godzinach i niezłej kolacji w przyportowej restauracji skierowaliśmy się w kierunku Polski, to był świetnie spędzony czas i niezapomniana podróż kolejny raz!

Related posts:

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*